Barbara - życie ze wstrząsającym poczuciem winy

 

studium przypadku

 

Martha Stark, MD / Faculty, Harvard Metical School

 Tłumaczenie: Anna Uściłowska

            Kiedy pacjenci w psychoterapii psychodynamicznej pytają jak długo moim zdaniem będą potrzebować terapii często odpowiadam, że to zależy jak bardzo jesteśmy ambitni. Wydaje się, że dla większości z nich jest to satysfakcjonująca odpowiedź.

 

            Może jednak zdarzyć się, że z jakichś powodów jest niewiele czasu na wykonanie pracy. Co wtedy? Co robią terapeuci kiedy zwyczajnie nie mają wystarczająco dużo czasu by osiągnąć wszystko co by chcieli gdyby mieli go więcej? Jak terapeuta wyszkolony w długoterminowej psychoterapii psychodynamicznej może efektywnie wykonywać pracę krótkoterminową, ograniczoną w czasie?

 

            W przeszłości najlepsza odpowiedź jaką byłam w stanie zaoferować to dość naiwna sugestia, że być może w celu skompensowania braku czasu terapeuci powinni nadal próbować robić to co robiliby tak czy inaczej, ale z większym pośpiechem!

 

            Po wielu latach zmagania się z tym dylematem doszłam jednak do wniosku, że jest wiele ważnej, terapeutycznej pracy, którą można wykonać nawet jeśli ma się do dyspozycji niewiele czasu. Zmiana perspektywy pomogła mi uznać coś, co miało miejsce od dawna i tylko czekało na odkrycie, a mianowicie to, że konsultacje, jakie prowadziłam dla pacjentów, którzy utknęli w terapii, czy też, bardziej ogólnie, w życiu, były w rzeczywistości formą psychoterapii ograniczonej w czasie, krótkoterminowej. Konsultacje te trwały od 1-2 do 15 czy 20 sesji i często miały dość dramatyczne skutki.

 

            Słowami Roberty Beckmann: “Żałoba to sposób w jaki natura naprawia złamane serce.”

 

            Myślę, że każdy z nas doświadczył w trakcie swojego życia przynajmniej jednej “traumatycznej straty” - czy to w postaci pojedynczej, dewastującej traumy, serii pomniejszych, stopniowanych traum, nadużycia i przemocy (“obecność zła”) czy też deprywacji i zaniedbania (“brak dobra”).

 

            Ludzie, których obdarzyliśmy miłością i zaufaniem, skrzywdzą nas, zdradzą i rozczarują. Nasze serca zostaną złamane. Inni nas zawiodą. Nasze marzenia zostaną zdruzgotane. Będziemy cierpieć pokonani. Zawiedziemy siebie sami. Zdarzy nam się zagubić. Podejmiemy złe decyzje finansowe. Ludzie przy nas umrą. Zachorujemy, zapadniemy na chroniczne choroby. Staniemy się starzy, niesprawni, doświadczymy bólu w ciele. Nikt z nas nie ma wyłącznie czarującej egzystencji; nikt nie przechodzi przez życie bez szwanku.

 

            FAKT traumatycznej zmiany nie może ulec zmianie, ale nasza postawa względem niego - tak. Innymi słowy, RZECZYWISTOŚĆ przytłaczająco dewastującej straty nigdy nie może ulec przekształceniu, ale można dokonać zmiany przy pomocy narracji jaką tworzymy by zrozumieć to doświadczenie, wyłonić sens i nadać mu perspektywę.

 

            Postawa jaką przyjmiemy wobec doświadczenia złamanego serca wpłynie na to, czy będziemy w stanie pójść dalej ze swoim życiem (może nawet silniejsi dzięki poradzeniu sobie z wyzwaniem) czy też pozostaniem pokonani, utknięci i złamani.

 

            Można powiedzieć, że dojrzałość osiąga się kiedy nasza potrzeba by świat (i my sami) był jakiś zostanie przekształcona w zdolność akceptowania rzeczy jakimi są - kiedy przekształcimy naszą obronną potrzebę zaprzeczania bolesnym prawdom w adaptacyjną zdolność konfrontowania się z nimi oraz ich akceptowania. Można zatem powiedzieć, że dojrzałość jest ciężko wypracowaną adaptacją do skutków dewastujących prawd, że wymaga akceptacji łamiących serce aspektów rzeczywistości, które otrzeźwiają i zasmucają.

 

            Poniżej ilustruję swoje stanowisko, że by kiedykolwiek ewoluować poza dewastację i paraliż doświadczenia złamanego serca, musimy być w stanie zmierzyć się z realnością strat, które przeszliśmy oraz je opłakać.

 

Studium przypadku: życie ze wstrząsającym poczuciem winy

 

            Barbara zgłosiła się do mnie na konsultację i po ewentualne skierowanie do kolejnego terapeuty. Była w rozpaczy i wielkim bólu, po wielu różnych terapiach, z których korzystała na przestrzeni ostatnich 25 lat. Zdecydowałam się odbyć z nią 10 sesji terapii. W wyniku pracy jaką wykonałyśmy w tym czasie, Barbara podjęła decyzję, że jest gotowa samodzielnie pójść dalej w swoim życiu i że nie potrzebuje już żadnej dodatkowej terapii.

 

            Pięćdziesięcioletnia kobieta, niezwykle atrakcyjna, rzeczowa, kompetentna, ale chłodna, płaska i zdysocjowana. Zamknięta, bez kontaktu ani ze sobą, ani z innymi ludźmi, piękna lodowa księżniczka. Mimo, że była mężatką, miała dwoje cudownych dzieci oraz pracowała jako wysokiej klasy specjalista w lokalnym szpitalu klinicznym, Barbara mówiła, że czuje się martwa w środku i że jest tak odkąd pamięta.

            W trakcie trzeciej sesji przyszło mi do głowy pytanie czy kocha swoje dzieci. Odpowiedziała: “Niezbyt.” Moje kolejne pytanie było “Czy kiedykolwiek kogoś kochała?”

 

            Po chwili początkowego wahania Barbara wyrzuciła z siebie, że jedyną osobą którą kiedykolwiek naprawdę kochała był jej brat, David, zmarły 30 lat wcześniej, o którym wspomniała jedynie przelotnie i z niewielkimi emocjami w trakcie naszej pierwszej sesji. Powiedziała mi, że część jej umarła kiedy go straciła. Był jedynym kogo naprawdę kochała i kiedy go zabrakło nie miała już nic.   

 

            Zapytałam o szczegóły okoliczności jego śmierci. Barbara początkowo niechętnie wracała do szczegółów tego zdarzenia, ale w reakcji na moje w pewien sposób agresywne dociekanie stopniowo się otworzyła.

 

            To była ponura, grudniowa noc, 30 lat wcześniej. Tego wieczoru zamierzała wraz z Davidem iść na mecz Celtics w Boston Garden. Miała 20 lat, on był jej starszym bratem, podziwianym i adorowanym. Był całym jej światem. Mieli się spotkać w Garden o 19:30. Oboje byli fanatykami drużyny Celtics; przekazał jej swoją miłość do tej drużyny i to ona poprosiła by zabrał ją na mecz. David chętnie się zgodził, zachwycony jak zawsze, że jego mała siostrzyczka tak się pasjonuje koszykówką.

 

            Rozmawiali ze sobą przez telefon o 6:30 tego wieczoru i doszło do między nimi do kłótni, niewielkiego nieporozumienia. Pojawiła się złość i nie osiągnęli porozumienia; ich spotkanie w Garden było jednak aktualne.

 

            Barbara pamiętała, że noc była szczególnie zimna, jazda samochodem niebezpieczna, korki na drogach. Mimo to dotarła do Garden o 7:25. Davida jednak nie było. Nie dotarł nigdy.

 

            Dowiedziała się później, że zmarł w drodze na mecz, w wyniku śmiertelnego ataku serca, którego doznał tuż po wyjściu ze swojego mieszkania.

 

            Usłyszawszy tę wiadomość Barbara zdrętwiała w środku. Jej własne serce bolało tak bardzo, że myślała że zwyczajnie przestanie bić. W rzeczywistości biło dalej, ale dla niej nie miało to znaczenia. Po śmierci Davida Barbara straciła wolę życia. Straciła też całkowicie zainteresowanie drużyną Celtics i nigdy już nie poszła na mecz koszykówki.

 

            I choć kilka lat później wyszła za mąż, miała dzieci, dostała dobrą pracę, to już nigdy nie pozwoliła sobie być blisko z kimkolwiek, ani z mężem, ani z dziećmi. Była owładnięta poczuciem winy. Przez lata, w różnych terapiach próbowała powiedzieć swoim terapeutom, że nie może ze sobą żyć bo czuła się tak bardzo odpowiedzialna za śmierć Davida. Wszyscy jednak zapewniali ją, że to nie jej wina, że jego śmierć nie miała z nią nic wspólnego. Najwyraźniej David miał niezdiagnozowany problem z sercem i był zagrożony; podkreślali, że tak czy inaczej doszłoby do śmierci, niezależnie od ich wspólnych planów na tamten wieczór, niezależnie od kłótni, do której między nimi wówczas doszło.

 

            Nawiedzona poczuciem winy Barbara nie mogła jednak żyć i z czasem coraz bardziej chowała się w skorupę, coraz bardziej odsuwała się od ludzi dookoła, działała, ale nigdy nie była naprawdę obecna.

 

            Słuchając Barbary opowiadającej historię śmierci swojego brata czułam jak pęka mi serce, jakby za chwilę miało przestać bić.

 

            Kiedy opowiadana przez nią historia dobiegła końca, Barbara zamilkła. Siedziała, bardzo nieruchoma, całkowicie zmrożona, pozbawiona wyrazu. Ja też przez chwilę milczałam; a potem powoli, ze smutkiem, skinęłam głową i powiedziałam, że rozumiem dlaczego czuje się tak bardzo winna. “Rozumiem o co chodzi z poczuciem winy, które masz”. I dalej: “Widzę dlaczego czujesz, że jesteś odpowiedzialna za śmierć Davida. Gdybyś tylko nie zaproponowała wspólnego wyjścia na mecz tamtego wieczoru. Nie musiałabyś żyć przez te wszystkie lata czując, że jesteś temu winna. Tak mi przykro”.

 

            Nie wiem czy Barbara dostrzegła łzy w moich oczach; ale wiem, że kiedy skończyłam mówić westchnęła bardzo, bardzo głęboko i wybuchła głębokim, wyczerpującym szlochem; wylewał się z niej ból żalu. Płakała do końca sesji. Czułam łzy na swoich policzkach.

 

            Na kolejnej sesji Barbara powiedziała mi, że od naszej poprzedniej sesji płakała nieustannie każdego dnia, ale że była to ogromna ulga. I rzeczywiście coś w niej się zmieniło. Wydawała się mniej zmrożona, mniej zdrewniała, nie tak zamknięta, bardziej wrażliwa i w pewien sposób bardziej dostępna.

 

            Spędziłyśmy razem jeszcze siedem sesji i wykonałyśmy więcej pracy; zasadniczo jednak zrobiłyśmy to co było potrzebne. Barbara miała możliwość rozmrożenia się, szansę by poczuć, wreszcie, ból swojego złamanego serca. Powiedziała mi, że kiedy powiedziałam jej że rozumiem dlaczego czuła się taka winna, to pierwszy raz od trzydziestu lat poczuła, że nie jest jednak tak bardzo osamotniona we wstrząsającym poczuciu winy i głębokim żalu.

 

            Po dziesięciu sesjach, w efekcie wylania łez, które nagromadziły się w niej przez dziesięciolecia Barbara była w stanie odzyskać siebie jaką kiedyś była i przywrócić do życia tę witalną, pełną pasji część siebie, która została zamknięta po stracie Davida. Na koniec naszej ostatniej sesji gorąco mnie uściskała, żegnając się i dziękując z całego serca.

 

            Barbara przez kolejne lata pozostawała ze mną w kontakcie, informując, że dobrze sobie radzi, co sprawiało mi wielką przyjemność.

© 2020  Martha Stark, MD ~ Founder / CEO, SynergyMed for MindBodyHealth ~ 617.244.7188 ~ MarthaStarkMD@HMS.Harvard.edu


www.SynergyMed.Solutions ~ www.MindBodyHealth.Solutions

COMPLIMENTARY MindBodyHealth CONSULTATION FOR CLIENTS

COMPLIMENTARY Clinical Supervision SESSION FOR CLINICIANS